niedziela, 20 sierpnia 2017

Ketil Bjornstad "Sanger Om Tilhorighet" Grappa 2016, GRCD4517

Ketil Bjornstad "Sanger Om Tilhorighet" Grappa 2016, GRCD4517
Norweski pianista i kompozytor Ketil Bjornstad prezentuje soje nowe, współczesne oratorium do którego napisał zarówno muzykę, jak i tekst. "Sanger om tilhorighet" ("Pieśni Opętania") powstało na zamówienie Festiwalu Św. Olafa i tam też, na specjalnym koncercie w katedrze w Nidaros w dniu 27 lipca 2014 roku utwór miał swoją premierę. O tyle to istotne, że właśnie ten premierowy koncert został zarejestrowany przez Norwegian Broadcasting Corporation, a norweska wytwórnie Grappa po starannym masteringu przygotowanym przez samego Jana Erika Kongshaug (twórcę brzmienia wytworni ECM oraz KKV) właśnie wydała go na kompaktowej płycie.

Sam Bjornstad tak opowiada o tym utworze: "To było piętnaście lat temu, gdy razem z Stein Mehren napisałem "Tusenarsoratoriet" . To był trudny okres dla świata, pełen obaw i niepokoju na przyszłość. I od tego czasu świat nie stał się bezpieczniejszym miejscem. Przeciwnie. Chciałem więc tutaj użyć zarówno tekstu, jak i muzyki, aby zastanowić się nad tym, co jest najważniejszym elementem naszego życia, niezależnie od tego, gdzie znajdujemy się na tej planecie. Czy jest to poczucie przynależności do czegoś lub kogoś?".

Kompozycja przeznaczona jest na chór (Nidarosdomens Oratoriekor), fortepian (sam Bjornstad), dwa wokale (Tora Augestad oraz Hakon Kornstad, który dodatkowo odpowiedzialny jest za solowe partie saksofonów, fletu i elektronikę), wiolonczelę (znana z nagrań ECM-u Anja Lechner) oraz perkusjonalia (Birger Mistereggen). Poszczególne partie instrumentalne w niesamowity sposób nasycają muzykę Bjornstada życia, ale i melancholią, głos Tory Augestad momentami kojarzyć się może z Lynni Trekkrem z albumu "Haugtussa", a chór stanowi solidną, mocną, stabilną podstawę dla solowych partii.

Znakomite nagranie mocno osadzone w klimatach słynnych płyt Bjornstada, Arilda Andersena czy nawet Jana Garbarka z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. No i zrealizowane z niezwykłą pieczołowitością.
autor: Józef Paprocki

Ketil Bjornstad: Piano, Composer
Anja Lechner: Cello
Birger Mistereggen: PercussionTora Augestad: Vocals
Hakon Kornstad: Vocals, Saxophone, Flute, ElectronicsNidarosdomens Oratoriekor 
Petra Bjorkhaug: Conductor


1. La Meg Ta Deg Med = Let Me Take You With Me (2:43)
2. Ved Begynnelsen = At The Beginning (5:09)
3. Intermezzo No. 1 = Intermezzo No. 1 (2:58)
4. Nattvals = Night Waltz (5:45)
5. Mote Deg = Meet You (4:37)
6. Var Ikke Redd = Do Not Be Afraid (5:45)
7. Verden = The World (8:15)
8. Intermezzo No. 2 = Intermezzo No. 2 (2:31)
9. Skogen Skanset Opp Og Spurte = The Forest Came To A Halt And Asked (6:36)
10. Tegninger = Drawings (3:24)
11. Lyng = Heath (4:39)
12. Svart Teppe = Black Curtain (8:44)
13. Alt Som Vakner = All That Awakens (2:41)
14. Menneske = Person (2:57)
15. Intermezzo No. 3 = Intermezzo No. 3 (3:21)
16. Sang Om Tilhorighet = Song About Belonging (7:32)

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 19 sierpnia 2017

Kyle Bruckmann’s Degradient "Dear Everyone" [2CD], NotTwo 2017, MW9552

Kyle Bruckmann’s Degradient "Dear Everyone" [2CD], NotTwo 2017, MW9552
Kyle Bruckmann to od lat znana marka w świecie muzyki improwizowanej i jazzu. Ten pochodzący z Chicago improwizator, kompozytor, performer i nauczyciel doczekał się nie lada uznania także przez to, że za swoje wiodące instrumenty wybrał te z rzadka występujące w świecie współczesnej muzyki improwizowanej wywodzącej się z jazzu - obój i rożek angielski.

Oczywiście nie znaczy to, że wykorzystuje w swojej muzyce tylko te dwa drewniane dęciaki - jakie jest jego brzmieniowe spektrum i muzyczne zainteresowania świetnie pokazuje jego najnowszy, podwójny album, który dopiero co ukazał się nakładem krakowskiej oficyny NotTwo. Na "Dear Everyone" wykorzystuje on bowiem także elektronikę, niezliczone małe instrumenty, ale także partie wcześniej zarejestrowane służące tu albo jako wprowadzenie narracyjne do poszczególnych części kompozycji, albo też jako jej specyficzne tło. To ostatnie kreowane jest najczęściej poprzez nakładane na siebie rejestracje dźwiękowe współczesnych mediów elektronicznych, radia i telewizji; pomieszane i pomiksowane ze sobą fragmenty nagrań z informacyjnych lub niemuzycznych kanałów. Wszystko to bardzo silnie osadza muzykę Bruckmanna we współczesności, ale także podkreśla narracyjny, opowieściowy charakter jego muzyki.

Bo tak, to jest jego muzyka. Starannie zakomponowane i ułożone w formę dwóch długich suit kompozycje nie pozostają wiele miejsca dla kreatywnej inwencji poszczególnych muzyków. Przynajmniej nie gdy chodzi o formę, bo Bruckmann oczywiście nie zapisuje starannie wysokości każdego kolejnego dźwięku - to pozostawia najczęściej uznaniu swoich partnerów, chociaż niektóre wpadające w ucho tematy na pewno wyszły spod jego ręki. A partnerów ma świetnych - znakomicie współbrzmi z lider bardzo ceniony (i również jak Bruckmann osiadły w Oakland) saksofonista i klarnecista Aram Shelton, a pęd muzyce nadaje sekcja złożona z grającego na elektrycznym basie Joisona Hoopesa oraz perkusisty Jordan Glenn. Gościnnie pojawia się jeszcze puzonista Weston Olencki.

Sama muzyka oscyluje pomiędzy jazzową awangardą (z energetycznymi odniesieniami, a jakże, do free) i klasyczną muzyką komponowaną o bardzo skupionym i nieco melancholijnym charakterze. Mi jednak najbardziej chyba imponuje tu niesłychana jedność jaką temu połączeniu zapisanych plików, współczesnej elektroniki i brzmieniu akustycznych instrumentów nadał Bruckmann. To zwartość i niemal organiczność różnych warstw nagrania sprawia, iż płyta brzmi absolutnie wyjątkowo i znakomicie. Polecam wszystkim - także tym, których dotąd elektronika nieco przerażała. U Bruckmanna ona naprawdę fascynuje!
autor: Marek Zając





Kyle Bruckmann: oboe, English horn, electronics, compositionAram Shelton: alto saxophone, clarinet, bass clarinet
Joison Hoopes: electric bass
Jordan Glenn: percussion
Weston Olencki: trombone

CD 1:
1. Overt? Sure 6:49
2. Truncations, Deletions 4:16
3. Excisions, Autocorrections 1:39
4. Predictable Epiphanies 9:26
5. Things To Fear, Include 4:54
6. Collateral Damage 1:47
7. Sound Byte Culture 7:35
8. Elements Include 6:45

CD 2:
1. Thereserased 1:55
2. Incursive Recursions 6:02
3. Next Message 1:24
4. Significant Details 8:50
5. Despite The Facts 3:56
6. Poetry Is Not Political 2:09
7. Eccretions/Arosions 5:20
8. To Conclude: Nothing Herein 3:28
9. Commissive Obpulsions 4:56
10. Recessional & Postlude 4:38

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 18 sierpnia 2017

Garth Knox and The Saltarello Trio "John Zorn: Leonard - The Book Of Angels, volume 30" Tzadik 2017, TZ8350

Garth Knox and The Saltarello Trio "John Zorn: Leonard - The Book Of Angels, volume 30" Tzadik 2017, TZ8350
Irlandzki altowiolinista Garth Knox podąża kilkoma artystycznymi ścieżkami. Gdy kończył Royal College of Music w Londynie wiedział, że świat muzyki akademickiej nie jest dla niego. Został członkiem Ensemble InterContemporain Pierre'a Boulez'a, z którym był związany przez siedem lat (1983–1990). Przez kolejnych siedem lat (1990–1997) był członkiem Arditti Quartet, jednego z najważniejszych kwartetów smyczkowych na świecie. Na przestrzeni lat współpracował z wybitnymi współczesnymi kompozytorami jak György Ligeti, Iannis Xenakis, Karlheinz Stockhausen, Pierre Boulez, Olga Neuwirth, György Kurtág, Gérard Grisey, Salvatore Sciarrino, Kaija Saariaho, Hans Werner Henze.

Jego koronnym instrumentem jest altówka i viola d'amore (w Polsce nazywana jest altówką miłosną), ale sięga też do średniowiecznych fiddle. Często wykonuje repertuar średniowieczny, renesansowy i barokowy (Hildegard von Bingen, Guillaume de Machaut, John Dowland, Henry Purcell, Tobias Hume, Marin Marais).

Szczególne miejsce zajmują nagrania trzecionurtowe, z ECM New Series ('Passing Images' Frode Haltli, 'D’amore' Garth Knox & Agnes Vesrerman, 'Saltarello' Garth Knox), ale też dla innych wydawców jak m.in. doskonała 'Viola Spaces' dla MODE Records, na których balansuje pomiędzy muzyką artystyczną i ludową, poszukując wzajemnych, często zupełnie nieoczekiwanych, związków i inspiracji. Garth Knox łączy w swej pracy artystycznej zdobycze nauki w dziedzinie historii muzyki z bezpośrednim, twórczym muzykowaniem podporządkowanym kodowi estetycznemu i naturze wykonywanego repertuaru. Stąd bierze się bardzo wysoki poziom jego artystycznej pracy.

Nie dziwi więc fakt, że do współpracy zaprosił go John Zorn. Jego 'The Book Of Angels', zapoczątkowana w Tzadik Records w 2005 roku płytą trio Jamiego Safta 'Astaroth', to seria prawdziwie wyjątkowa, muzycy z najróżniejszych stylistycznych kręgów, kultur, krajów wykonują muzykę z drugiej księgi MASADY. W 2004 roku Zorn – w ciągu trzech miesięcy - skomponował trzysta utworów, stanowiących drugą Księgę Masady, czyli Księgę Aniołów.

Dziewięć kompozycji, wypełniających płytę 'Leonard' trafiło w ręce kwartetu złożonego z Gartha Knoxa na Violi D'amore i altówce, Sylvaina Lemetre'a na instrumentach perkusyjnych, Julii Robertna Viola D'amore i altówce, Agnes Vesterman na wiolonczeli. Muzycy nie boją się eksponować niezwykłe piękno melodii poszczególnych kompozycji, a także pokazują to, co jest znakiem firmowym Knoxa - czytelność faktury. Dysponują wspaniałą techniką, kameralne masadowe tematy raz kipią energią, innym razem uwodzą ulotną melancholią, zawsze jednak brzmią autentycznie.

'Leonard, The Book Of Angels, Vol. 30' to imponująca, wizjonerska muzyka, łącząca wyrafinowanie muzyki barokowej, nieprzewidywalność współczesnej muzyki klasycznej i melancholię klezmerskich melodii. To raczej Zorn-kompozytor apelujący do serca niż rozumu.
autor: Krzysztof Szamot

Garth Knox: viola d'amore, violaSylvain Lemêtre: percussion
Julia Robert: viola d'amore, viola
Agnès Vesterman: cello

1. Amhiel
2. Kmiel
3. Cerviel
4. Hatach
5. Katmial
6. Yomyael
7. Udriel
8. Azariel
9. Tazbun

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 17 sierpnia 2017

Dan Weiss "Sixteen: Drummers Suite" Pi Recordings 2017, PI63

Dan Weiss "Sixteen: Drummers Suite" Pi Recordings 2017, PI63
"Sixteen: Drummers Suite" to przez wielu oczekiwany ciąg dalszy (po "Fourteen") poszukiwań Dana Weissa w obrębie dużych składów wokalno-instrumentalnych i rozbudowanych form awangardowo-jazzowych kompozycji. A projekt to niezwykle ambitny, rozpisany na szesnastu wykonawców gdzie w dodatku wiodącą rolę (nie - co prawda - melodyczną) odgrywa instrument lidera czyli perkusja. "Sixteen" jest jeszcze bardziej odważnym nagraniem niż poprzednia płyta - zespół rozrasta się do szesnastu osób, wokalistów (3 osoby) i instrumentalistów, których skład - osobowy i instrumentalny - naprawdę przyprawia o zawrót głowy: akustyczny bas, gitara, fortepian, syntezator, trzy saksofony, dwa puzony, tuba, flet, harfa, glockenspiel, organy, wibrafon, tabla i perkusję. Wszystko to sprawia, że w porównaniu z poprzednim projektem zakres soniczny i możliwości zespołu są o niebo większe.

Jednak zgromadzić olbrzymi skład znakomitych muzyków to jedno, a potrafić użyć tak dużego aparatu wykonawczego (i w tym wypadku kreacyjnego) to zupełnie dwie inne rzeczy. O ile jednak poprzednie nagranie przynajmniej mnie osobiście pod tym względem nieco rozczarowywało, to tutaj już nie ma chwili na uczucie niedosytu. Cztery lata twórczej pracy w rozmaitych składach to naprawdę dużo i - słychać to od pierwszej do ostatniej minuty - Dan Weiss wykorzystał je w absolutnie niezwykły sposób. Tu nie ma miejsca na niepotrzebne nuty czy nic nie wnoszące partie - każda fraza, każda zmiana solisty i instrumentalnej konfiguracji wydaje się być konieczna i logiczna, i każda bez wyjątku potęguje tu napięcie. Do tego dochodzą znakomicie poprowadzone wokalizy - to właśnie na mnie chyba zrobiło tu największe wrażenie. Danowi Weissowi udaje się bowiem coś, co do tej pory w moim odczuciu kończyło się rozczarowaniem czyli efektywne i konsekwentne połączenia dużego składu instrumentalnego w kreatywnym jazzie z wywiedzionymi z jazzu wokalizami. Wywiedzionymi bowiem to nie jest czysto jazzowe frazowanie - muzyka na "Sixteen", a w konsekwencji i wokalizy, to unikalny amalgamat jazzu, muzyki indyjskiej, współczesnej muzyki klasycznej i wielu jeszcze innych wpływów utkanych przez Dana Weissa w spójną i nierozerwalną dźwiękową tkankę. Koniecznie!
autor: Józef Paprocki

Dan Weiss: compositions, drums, tabla, vocal percussion
Thomas Morgan: acoustic bass
Jacob Sacks: piano
Matt Mitchell: keyboard, piano, glockenspiel, organ, vibraphone 
Miles Okazaki: guitars, vocal percussion
Stephen Cellucci: percussion, vocal percussion
Katie Andrews: harp
Anna Webber: flute, alto flute
David Binney: alto saxophone
Miguel Zenon: alto saxophone
Ohad Talmor: tenor saxophone 
Jacob Garchik: trombone, tuba 
Ben Gerstein: trombone 
Judith Berkson: voice
Lana Is: voice
Jen Shyu: voice

1. The Drummers Meet
2. Elvin
3. Max
4. Tony
5. Philly joe
6. Klook
7. Ed

płyta do nabycia na mutikulti.com

środa, 16 sierpnia 2017

Shane Parish "Undertaker Please Drive Slow" Tzadik 2016, TZ4016

Shane Parish "Undertaker Please Drive Slow" Tzadik 2016, TZ4016
Fuzja americany z Appalachów i muzyki improwizowanej, rodem z dorobku nieocenionego Dereka Bailey'a.

Zalesione Appalachy nie są górami wysokimi, gdy przyrównać je do Himalajów czy Kordylierów, skrywają jednak wiele tajemnic. To tutaj narodziła się chrześcijańska sekta 'ludzi od węży', której historia zaczyna się od George’a Wenta Hensleya, który po raz pierwszy wziął węża do rąk w 1910 roku, i trwa do dnia dzisiejszego. Jedną z tajemnic jest też fenomenalna americana, która tutaj się narodziła. Wielu muzykologów twierdzi, że 'epokę bardów' definitywnie została zamknięta. Od czasów najdawniejszych bardowie (minstrele, trubadurzy, skaldowie) narodzili się w Langwedocji w XII wieku. Ich pieśni raczej nie miały charakteru sztuki zaangażowanej – artyści wysławiali w nich przymioty dam swego serca. To dopiero w XX wieku ich rola się zmieniła. Americana lub też bluegrass dowodzą, że 'epoka bardów' nie została zakończona.

Amerykański gitarzysta Shane Parish, znany z formacji Ahleuchatistasem to przykład niespokojnego ducha, który błąka się po stylistycznych bezdrożach. Muzyka była dla niego ratunkiem przed beznadzieją życia i osobistą tragedią. To właśnie w muzyce znajduje stabilność, nieprzemijalność i prawdę, wyniesioną poza codzienny znój i walkę o przetrwanie. Zdumiewają jego muzyczne peregrynacje, w Ahleuchatistasem spotykała się furia Fugazi z nieobliczalnością Captaina Beefhearta. Wsiąka w anarcho-muzyko-buddyjskie idee Johna Cage, przychodzi w końcu czas na fascynacje dorobkiem i myślą Johna Coltrane'a. W ostatnich latach zwrócił się w stronę tradycyjnego bluesa i amerykańskiej muzyki ludowej, gdzie pierwiastek metafizyczny występuje powszechnie i przekazywany jest z pokolenia na pokolenie, przenikając każdą formę muzykowania. Mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z artystą powierzchownym, 'zahaczającym' i o jazz, i o alternatywę, i o folklor, jak to dzisiaj w modzie. Nic bardziej błędnego, Shane Parish jest intrygującym i odważnym muzykiem,

Tak jak Derek Bailey należy do wąskiego grona muzyków, którzy wyzwolili improwizację z wpływów jazzu, czyniąc z niej niezależną dyscyplinę, tak Shane Parish zlepia w jedność wrażliwą improwizację, wiejskiego bluesa i mroczną americanę wchodząc na tereny sztuki nienaruszonej, niesprofanowanej. A wszystko to ufundowane zostało na introwertycznej, osobnej wrażliwości, każdego z muzyków. Brzmienia gęstnieją, tracą wyraziste kontury, stają się senne, ciążące. Liczba detali, pomysłów melodycznych i faktur na płycie 'Undertaker Please Drive Slow' wskazuje na to, że mało znany gitarzysta Shane Parish wykształcił osobny język wypowiedzi, jego eksperymenty mają solidne fundamenty. Tak jak Parish deformuje tradycję amerykańskiej ludowizmy, jak zmienia harmoniczną wagę i melodyczny rys poszczególnych kompozycji, zmusza słuchacza do zmiany perspektywy spoglądania na americanę. Mamy do czynienia z muzyką fascynującą i nową, muzyką, która wymyka się raz na zawsze podziałom sztuki na „wyższą” i „niższą”, dworską i plebejską, awangardową i masową.

'Undertaker Please Drive Slow' to prawdziwy klejnot, debiut Shane'a Parisha to mroczna fuzja muzyki Appalachów z introwertyczną muzyką improwizowaną, przesycona mroczną duchowością.
autor: Piotr Szukała

Shane Parish: guitar
1. Ain't No Grave
2. Dark Was the Night, Cold Was the Ground
3. Danville Gal
4. Trouble Will Soon Be Over
5. Judgment
6. The Last Kind Words
7. I Hope I Live a Few More Days
8. John Hardy
9. Hangman
10. Katie Cruel
11. Can't Nobody Hide From God
12. Oh Death

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 15 sierpnia 2017

Humcrush "Enter" Shhpuma Records 2017, SHH030CD

Humcrush "Enter" Shhpuma 2017, SHH030CD
W muzyce improwizowanej w sumie wszystko zależy od tego, co przyjmiemy za język komunikacji, na jakiej stylistyce się oprzemy. Możemy korzystać z world music, możemy oprzeć się na języku muzyki klasycznej. Ale możemy też jak duet Stale Storlokken i Thomas Stronen znany jako Humcrush oprzeć się na rocku i funku wplatając w to jeszcze jazzrock i psychodelię. I wtedy mamy muzykę nieprzewidywalną, porażającą energią o nieco kosmicznej stylistyce. To jednocześnie eksperyment i niemal samograj, beat nieco ambientowy, o mocno klubowej, a czasami nawet (w naszych postmodernistycznych czasach - dlaczego nie?) tanecznej stylistyce. Oczywiście owo "tanecznej" należy postrzegać w kontekście tradycji muzyki improwizowanej zupełnie odmiennej od muzyki czysto rozrywkowej. Bo jeżeli ktoś szuka muzyki przy której może się pobawić na dyskotece to Humcrush raczej się do tego średnio nadaje.

To muzyka mocno przekształcona, zbudowana z technologicznych, przetworzonych dźwięków fendera, bębnów, syntezatorów i rozmaitej elektroniki, nagrana bez użycia gitar, ale z brzmień te gitary imitujących. I z równą gitarowym rykom energią i furią. Myślę, że może ucieszyć wszystkich miłośników Supersilent, Food, Elephant9, Time is a blind guide, Meadow czy Motorpsycho, ale też znacznie szersze grono otwartych na nowości słuchaczy.
autor: Józef Paprocki

Stale Storlokken: fender rhodes, synth and electronicsThomas Stronen: drums and electronics


1. The Beginning 1:12
2. Enter Humcrush 5:39
3. Puncture 2:29
4. Humming 3:03
5. Salvare 4:43
6. Flee 4:01
7. Trench 4:51
8. Splinter 4:34
9. Sinking 5:12
10. Exit Humcrush 4:16

płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Craig Taborn / Ikue Mori "Highsmith" Tzadik 2017, TZ4017

Craig Taborn / Ikue Mori "Highsmith" Tzadik 2017, TZ4017
Jeden z najbardziej niespodziewanych duetów, jakie ostatnio wpadły mi w ręce. Okrzyknięty przez magazyn Downbeat, jako jeden z “wizjonerów nowego jazzu”, kompozytor, pianista, multiinstrumentalista Craig Taborn i władająca elektroniką Ikue Mori, przed laty filar nowojorskiego No Wave.

Z pochodzenia Japonka (urodziła się i dorastała w Tokyo), z wyboru Amerykanka (przeprowadziła się do Nowego Jorku w 1977 roku) pozostaje nieustająco ważną postacią awangardy światowej. Gdy pod koniec lat 70. Niemal cała nowojorska scena artystyczna z Dolnego Manhattanu chwyciła za różne instrumenty i zaczęła wydobywać z nich najgorsze hałaśliwe dźwięki to właśnie Ikue Mori wraz z Arto Lindsay'em i Timem Wrightem stworzyli zespół, który jak żaden inny z tego okresu przeszedł do historii - oczywiście chodzi o legendarny skład gatunku NO WAVE, czyli DNA.

Artystyczna intuicja i szaleńcza energia, to był fundament NO WAVE, z którego później wyrosły takie zespoły jak Swans, Teenage Jesus and The Jerks, czy John Lurie z The Lounge Lizards. W latach 80-tych eksperymentuje z drum machine, koncertuje i nagrywa z luminarzami sceny improwizowanej i awangardowej jak Fred Frith, Ensemble Modern, Zeena Parkins. Laureatka wielu nagród jak 'the Distinctive Award for Prix Ars Electronics Digital Music category w 1999', 'Award of Civitella Ranieri Foundation Fellowship w 2000', 'Award Alphert/Ucross Residency w 2005', 'Grant Foundation for Contemporary Arts w 2006'.

Do niedawna Craig Taborn był tylko i aż cenionym sidemanem, grał z wieloma gigantami kreatywnego jazzu jak Roscoe Mitchell, Wadada Leo Smith, Tim Berne, Steve Coleman, Lester Bowie, Evan Parker, Bill Laswell, David Torn, Mat Maneri, James Carter, Marty Ehrlich, Chris Potter, Leroy Jenkins, Joe Maneri, Susie Ibarra, Carl Craig, Bill Frisell, Drew Gress, David Binney, Dave Douglas, Lotte Anker, Gerald Cleaver, Adam Rogers, Hugh Ragin, Rudresh Manhattappa, Graham Haynes, Rob Brown. Jest wieloletnim członkiem projektu „Chris Potter - Underground” oraz legendarnej formacji Roscoe Mitchella - Note Factory. Równolegle Craig Taborn prowadzi autorskie projekty, m.in w trio z Thomasem Morganem i Geraldem Cleaverem czy Trio Junk Magic.

Ich duetowe spotkanie przynosi to przede wszystkim znakomite interakcje, będące konsekwencją telepatycznego wręcz porozumienia. Ndzwyczaju wiele tego typu projektów 'elektroniczno-jazzowych' razi brakiem zsynchronizowania wrażliwości muzyków akustycznych i elektronicznych. Wina zazwyczaj leży po obu stronach. Na płycie 'Highsmith' mamy jednak do czynienia ze zjawiskiem zgoła odmiennym, komputerowe szumy Mori są niejako rusztowaniem, na którym Craig Taborn buduje swoje złożone, fortepianowe konstrukcje.

Tzadikowa dbałość o najwyższą jakość dźwięku sprawia, że słucha się tego nagrania jak jednego utworu, nie sposób przerwać tego misterium dźwięku, improwizowana muzyka przeszywająco wibruje, fascynuje detalami, przeszywa na wskroś. Tylko wielcy mistrzowie mają zdolność przekraczania muzycznych konieczności, jak ma to miejsce na płycie 'Highsmith', wydanej właśnie w znakomitej serii wydawniczej - SPECTRUM, oficyny Tzadik Records.
autor: Witek Leśniak

Craig Taborn: piano
Ikue Mori: electronics
1. The Still Point of the Turning World
2. Music to Die By
3. Two Disagreeable Pigeons
4. Nothing That Meets the Eye
5. Variations on a Game
6. Quiet Night
7. A Bird in Hand
8. Dangerous Hobby
9. Things Had Gone Badly

płyta do nabycia na multikulti.com


niedziela, 13 sierpnia 2017

The Selva "The Selva" Clean Feed 2017, CF427CD

The Selva "The Selva" Clean Feed 2017, CF427CD
Debiutancki album portugalskiego tria to przede wszystkim niezwykła ilość odniesień, ale także absolutnie niezwykła w wielowątkowej muzyce improwizowanej jednorodność. Pobrzmiewają tu bowiem odwołania do muzyki dalekowschodniej, afrykańskiej, czasami pobrzmiewa zdekonstruowany blues, czasami nawet dawna muzyka renesansowej Europy. Ale wszystko to jest jakby przesłonięte dwiema zasłonami niczym fotografia zrobiona z użyciem filtra. Pierwszy filtr to poszarpana faktura improwizowanej muzyki, tak właściwa dla budowania performatywnych przestrzeni dźwiękowych. Drugi filtr jest bardziej niezwykły - to pewna formuła budowania muzyki w przestrzeni melancholii, tęsknoty; nie drapieżności, pastelu raczej niż wyrazistych, mocnych barw. I co ciekawe jest to melancholia zupełnie odmienna od tej znanej choćby z północnych, skandynawskich nagrań.

Wiolonczelista Ricardo Jacinto, perkusista Nuno Morao oraz - jedyny znany mi wcześniej muzyk - ceniony kontrabasista Gonçalo Almeida tworzą świat zupełnie niezwykły i wcześniej mi nieznany, korzystając z tradycji world music, jazzu, europejskiej muzyki klasycznej i trzeciego nurtu. Czynią to wszystko korzystając tylko i wyłącznie z akustycznych instrumentów, i w dodatku posługując się nimi w bardzo tradycyjny sposób, bez przesterów czy preparacji. Efektem jest niezwykłe i inspirujące nagranie, z którym po prostu trzeba się zapoznać.
autor: Józef Paprocki

Ricardo Jacinto: cello
Gonçalo Almeida: double bass
Nuno Morao: drums
1. I (1:37)
2. II (2:42)
3. III (15:11)
4. IV (1:59)
5. V (2:01)
6. VI (4:57)
7. VII (11:17)
8. VIII (3:18)
9. IX (4:32)

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 12 sierpnia 2017

Cyro Baptista "BlueFly" Tzadik 2016, TZ4014

Cyro Baptista "BlueFly" Tzadik 2016, TZ4014
Cyro Baptista, ekscentryczny brazylijski perkusjonista, obdarzony charyzmatyczną naturę wielkomiejskiego szamana, już od swojego przybycia do USA w 1980 roku pozostaje w centrum zainteresowania muzyków, dziennikarzy i słuchaczy, poszukujących nieoczywistych brzmień.

Urodził się w 1950 roku w Sao Paulo. Sam jednak nazywa siebie obywatelem świata, który odwołując się do brazylijskiej tradycji, konsekwentnie przypomina o swoich korzeniach. Na scenie ma przed sobą wiele perkusyjnych instrumentów, zalicza się do ścisłego grona największych mistrzów w grze na różnorodnych instrumentach etnicznych. Jego południowy temperament, frywolne podejście do świata muzyki, wzbogacone o doświadczenia nowojorskiej sceny down-town, jak też o doświadczenia sceniczne (grał m.in. w znakomitym filmie Jonathana Demme 'Rachel Getting Married') – plasuje tego perkusistę w czołówce perkusistów przełomowych dla rozwoju muzyki.
Jego artyzm słychać zarówno, w jego kolaboracjach z artystami popularnymi (choćby podczas trasy koncertowej z Paulem Simonem – The Rythm Of The Saints, czy na płycie z Herbie Hancockiem – Gershiwn’s World) albo Johnem Zornem, w niezliczonej ilości wspólnych przedsięwzięciach z Bar Kokhba Ensemble, The Dreamers i Electric Masada na czele. Występował i nagrywał z wieloma artystami współczesnej muzyki, jak Laurie Anderson, Derek Bailey, Cassandra Wilson, Gato Barbieri, Daniel Barenboim, Kathleen Battle, David Byrne, Dr John, Brian Eno, Herbie Hancock, Wynton Marsalis, Bobby McFerrin , Medeski, Martin & Wood, Robert Palmer, Carlos Santana, Tim Sparks, Spyro Gyra, Sting, James Taylor, Michael Tilson Thomas, Yo-Yo Ma czy John Zorn. Grał również z wieloma wybitnymi artystami muzyki brazylijskiej: Badi Assad, Ivan Lins, Marisa Monte, Milton Nascimento, Nana Vasconcelos i Caetano Veloso. Zawsze, gdy pojawia się na scenie lub w studio nagraniowym wnosi do muzyki unikalną mieszankę pozytywnych wibracji i głębokich stanów odprężenia, pozostawiając publiczność z przesłaniem pokoju i miłości.

Jednak w centrum jego artystycznego wszechświata znajdują się jego autorskie płyty. Z niecierpliwością czekałem na jego nową płytę, wydaną w oficynie Tzadik. Krążek ukazał się w stosunkowo nowej serii wydawniczej - Spectrum. 'BlueFly', bo taki tytuł nosi płyta, to muzyka pełna niezwykłej wrażliwości, o najróżniejszych inspiracjach, którą łączy niewyczerpana kolorystyka, uczucie i piękno. Baptista potrafi z oklepanych inspiracji brazylijską sambą, bossą wykrzesać coś oryginalnego, świeżego. Nie da się jednoznacznie opisać 'BlueFly', bo ona mieni się jak kolory w kalejdoskopie. Wszystko się tu przeplata w nieregularnym rytmie i zmieniającym się tempie - najlepsze tradycje tropicalii, motywy karaibskie i meksykańskie, przepuszczone tutaj przez zadziorny nowojorski koloryt downtown, zarówno tradycyjne instrumentarium, jak i nowoczesne instrumenty. Słuchanie tych multikulturowych szarad wciąga jak ciężki nałóg. Choć trzon zespołu czterech muzyków, Cyro Baptista, Vincent Segal na wiolonczeli, Ira Coleman na kotrabasie i Tim Keiper na Kamel ngoni i perkusji, to na płycie słyszymy wiele instrumentów strunowych, głównie gitary, choć nie tylko. Szlachetnie prezentują się mandoliny w 'Kong' i 'Hammer', czy indyjska Shahi Baaja w 'Bala'. A to tylko część brzmieniowych smaczków, jakie czekają na słuchaczy.

'BlueFly' to barwne, fantazyjne, dowcipne latino najwyższych lotów!
autor: Mateusz Krępski

Cyro Baptista: Percussion, Vocals
Tim Keiper: Kamel Ngoni, Drum Set
Ira Coleman: Bass
Vincent Segal: Cello

featuring
:
Romero Lubambo: Guitar
Brian Marsella: Shahi Baaja, Andes #25F, Fender Rhodes 
Ikue Mori: Laptop
Amir Ziv: Drums
Mark Ari: Samples 
Justin Bias: Samples 
Kevin Breit: Mandolin Orchestra 
Cabello: Percussion
Felipe Calderon: Samples 
Andy Caploe: Samples
Alessandro Ciari: Samples 
Cadu Costa: Guitar, Clarinet
Chikako Iwahori: Surdo
Franca Landau: Samples 
Zé Mauríco: Surdo
Marcelo Paganini: Samples 
Max Pollak: Surdo
Steve Sandberg: Samples

1. Menina
2. Trovao
3. Kong
4. Bala
5. Tarde (Homage To Luis Vieira)
6. Hammer
7. Aguidavi
8. From The Belly
9. T Rex Constitution
10. Love Son
11. Under The Influence
12. Menina Interlude

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 11 sierpnia 2017

Agustí Fernández / Artur Majewski / Rafał Mazur "Spontaneous Soundscapes" Not Two 2017, MW9572

Agustí Fernández / Artur Majewski / Rafał Mazur "Spontaneous Soundscapes" Not Two 2017, MW9572
W przypadku tej płyty w tytule właściwie zawiera się wszystko: Spontaneous Soundscapes czyli spontaniczne dźwiękowe krajobrazy. To właściwie najkrótszy i najlepszy opis tej płyty z jakim można by się spotkać. Ten będący zapisem koncertu w krakowskim klubie Alchemia album przynosi taką właśnie, ad hoc stworzoną muzykę. Tchnącą daleką, otwartą przestrzenią i tę przestrzeń swoją otwartością zagarniającą w sposób wprost niezwykły. Słuchając tego albumu po raz kolejny starałem się śledzić poczynania poszczególnych instrumentalistów - Rafał Mazur wydaje się być zamknięty w swoim własnym świecie dźwięków i brzmień, a Fernandez i Majewski wydają się z kolei stawiać raczej na interakcję, ale nie taka rozumiana w duchu poczynań choćby Hana Benninka, gdy każdemu dźwiękowi czy akordowi natychmiast musi być przeciwstawiona całą kaskada dźwięków. Tu energia i interakcja nie polega na nagłości i głośności dźwięków, natychmiastowości odpowiedzi, ale na budowaniu współbrzmienia i - jednak - harmonii. Gdy dołoży się do tego indywidualny, dźwiękowy świat Rafała Mazura efektem jest właśnie "soundscape" o niezwykłej sile wyrazu i przyciągania. Trzeba się z tą płytą zapoznać, koniecznie!
autor: Marek Zając

Agustí Fernández: pianoArtur Majewski: cornet & echo
Rafał Mazur: acoustic bass guitar

1. Soundscape 1 (9:08)
2. Soundscape 2 (6:41)
3. Soundscape 3 (17:03)
4. Soundscape 4 (6:49)
5. Soundscape 5 (11:14)

płyta do nabycia na multikulti.com